Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sukces. Pokaż wszystkie posty

30 czerwca 2013

Radocha :)




Spełniło się jedno z moich długo marzonych marzeń :) Przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania - my i nasze zwierzaki :) Wszystko udało się w ciągu 4 dni - tylko jeden termin wchodził w grę jeśli chodzi o pomoc do przeprowadzki, więc musieliśmy się dostosować. I znowu sukcesem było spokojne podejście do sprawy i organizacja. To jest słowo wytrych :) Dzięki niemu można wszystko :D Cieszę się, że prowadzę tego bloga bo wcześniej załamałabym ręce i liczyła na działania innych - teraz to ja wszystko koordynowałam, załatwiałam, dzwoniłam i jeździłam osobiście jeśli było trzeba. I to uważam za mój osobisty sukces :) Poza tym wytrzymałość fizyczna człowieka jest o wiele wyższa niż mi się wydawało ;)

Cieszę się i mą radością się dzielę!!  Kochajcie się :)


21 kwietnia 2013

Trójka z plusem.


Po wielu, wielu miesiącach poszukiwania i testowania różnych aplikacji, znalazłam swoje trzy idealne sposoby na organizację

Remember The Milk to aplikacja, którą zauważyłam już dłuższy czas temu. Założyłam tam konto ale niestety nie skradła mi serca i po kilku dniach to konto usunęłam. Powróciłam do niej jakiś czas temu po przeczytaniu książki Davida Allena "Getting things done" i jest teraz bardzo ważną częścią mojej organizacji. Służy mi do tego, do czego wykorzystują ją inni użytkownicy - do gromadzenia. Tworzę listy tematyczne i gromadzę na nich to, co należy zrobić. Rzeczy terminowe i te mniej, sprawy priorytetowe i te mniej... zapisuję, grupuję i wyznaczam terminy, lokalizacje. Na początku pracy z RTM wydaje się to trudne, jednak później staje się to wręcz intuicyjne. Można tworzyć listy zakupów, nieśmiertelne listy "must have", czy popularną listę 100. 

Bardzo motywujące i popychające do działania jest zestawienie zadań - wykonanych, zaległych i do wykonania. Przy okazji widzimy ile jest do zrobienia a ile zostało już zrobione

RTM jest też dostępny na komórce. Z tym, że bezpłatna wersja aplikacji pzwala na synchronizację tylko raz na jakiś czas (nie pamiętam dokładnie bo już ją odinstalowałam). Dostępna jest wersja pro, którą można kupić za 25$ rocznie.

Polecam serię postów Edyty z Life Skills Academy aby dowiedzieć się więcej o aplikacji.

Evernote jest uzupełnieniem RTM i aplikacją, która jest konkurencją dla One Note, o którym pisałam tutaj. Dlaczego w ogóle zaczęłam szukać czegoś innego? A dlatego bo ON stał się troszkę uciążliwy - sam startował na innych komputerach razem z moimi danymi. Zapewne jest sposób aby to opanować ale mnie się nie udało. I tak o to przekonała mnie aplikacja online, za pomocą której można robić świetnie zorganizowane notatki

Organizację wspiera możliwość tworzenia notatników i tagowania poszczególnych notatek. Ułożone w grupy tematyczne są łatwe do odnalezienia, ponadto wyświetlają się estetycznie i według wybranych przez nas kryteriów.
Kolejną funkcją, która bardzo mi się spodobała to możliwość udostępniania poszczególnych notatek. Robi się to w sposób identyczny jak na YouTube - generuje się link, który można przesłać wybranym osobom. W ten sposób notatka w dalszym ciągu jest prywatna i co ważne - osoba, której udostępniamy nie musi być użytkownikiem Evernote. Niezbędne do płynnej pracy jest wycinanie stron, artykułów i adresów stron - tak jak w ON od razu zostaje adres spod którego uzyskaliśmy informacje. To jest dobre bo w przypadku chęci wykorzystania danych treści bez problemu można spytać twórcy/właściciela o taką możliwość i zamieścić źródło (ja jestem zwolenniczką takiego postępowania).

W tej aplikacji również jest dedykowany widget do Androida. Pozwala na używanie aplikacji również w telefonie. Nasze notatki są zawsze w torebce, dostępne  i funkcjonalne. Niezbyt przyjemną niespodzianką okazało się brak możliwości edytowania notek w trybie offline. Z drugiej strony myślę, większość z nas ma dostęp do internetu w telefonach i nie stanowi to w praktyce monstrualnej przeszkody. Tak czy inaczej Evernote jest mobilny, można go używać na każdym kompie, w telefonach a synchronizacja jest darmowa i można ją robić w każdej chwili. W sumie to dzieje się to automatycznie po zapisaniu nowych informacji w notatkach. 

Mamy też ograniczenie - możemy przesłać miesięcznie 60 mb informacji. Możemy przejść na wersję pro i wtedy pojemność konta zwiększa się do 1 gb/miesiąc. Ile to kosztuje? 5 EUR/ miesiąc lub 40 EUR rocznie. Ja jeszcze się nad tą opcją nie zastanawiałam. Obecny transfer mi całkowicie wystarcza.

Metoda kratkowa Pozwoliła mi ona na ocenę rozmiaru mojego prokrastynatorstwa. Czarno na białym widać czego i kiedy się nie zrobiło, kiedy był lepszy czas i można sobie wyobrazić jak wszystko ma wyglądać. Gdy już minie przerażenie ta metoda to sposób na wyrobienie nawyków. Ja na liście kratkowej zapisuję nawet banalne czynności, takie jak np. podlewanie kwiatów. 


Uzupełniając moją trójkę zasadą 2 minut, już prawie dochodzę do perfekcji. Polecam

13 kwietnia 2013

4 kroki do pięknego uśmiechu :D

W ramach walki z prokrastynacją postanowiłam zrealizować coś, co odkładałam od dłuższego czasu - postanowiłam zadbać o uśmiech. Odkładałam to bo wiązało się to z wizytą u stomatologa. Kiedyś robiłam przegląd zębów jak w zegarku, co 6 miesięcy. Później zgubiłam ten nawyk i nie byłam u stomatologa jakieś 1,5 roku a im dłużej się coś odkłada, czegoś się nie lubi, tym trudniej się do tego zabrać. 

Ale się zabrałam :) Zajęło mi to sporo czasu, głównie z powodu jego braku ale się udało. 

Dążenie do pięknego uśmiechu podzieliłam na 4 kroki:

  1. Zaczęłam od wizyty u stomatologa i oczyszczenia zębów - spędziłam pół godziny na skalingu, piaskowaniu i polerowaniu. Już po tych czynnościach uśmiech bardzo dużo zyskał - pozbyłam się kamienia i osadów a to spowodowało, że zęby stały się bielsze.

    Na koniec wizyty dostałam próbki pasty do zębów i płynu do płukania z zaleceniem używania i włączenia do pielęgnacji szczoteczek do przestrzeni międzyzębowych. Postanowiłam również wymienić szczoteczkę do zębów na elektryczną. Wybrałam Oral-B z końcówką wybielającą.



  2. Kolejnym krokiem było zapisanie się na wizytę celem wyleczenia zębów. Pani doktor znalazła dwa ubytki i wyleczyła je na tej i kolejnej wizycie.
  3. Gdy ząbki zostały wyczyszczone i wyleczone, po konsultacji z lekarzem, rozpoczęłam nakładanie pasków na zęby CREST SUPREME. Piękny uśmiech to biały uśmiech i dlatego zaczęłam domowe wybielanie zębów. Moja kuracja trwała 7 dni.

    Paski, które wybrałam mają 14 % stężenie nadtlenku wodoru. Łatwo się je nakłada, nie zsuwają się z zębów. Stosuje się je dosyć przyjemnie, można z nimi mówić, nie wycieka nic do buzi, wszytko jest dobrze rozwiązane. Powinno się je stosować dwa razy dziennie na 30 minut. Ja stosowałam raz dziennie troszkę dłużej. Trzeba pamiętać, że wybielają tylko żywe zęby i mogą spowodować nadwrażliwość - bałam się tego i dlatego od początku stosowałam je tylko raz dziennie (nie dwa jak zaleca producent). Zapewne gdybym tego nie zmodyfikowała moje zęby byłyby jeszcze jaśniejsze.   Powinno się również stosować białą dietę - zero kawy, herbaty i takich tam. Nie wiem czy wiecie, że zielona herbata osadza się bardzo, zioła również.





    Efekt? Moje zęby faktycznie są jaśniejsze :) Nie przestrzegałam do końca białej diety, piłam kawę, ale i tak jestem bardzo zadowolona. Od razu chętniej się uśmiecham.

  4. Ostatni krok to zalecona przez stomatologa fluoryzacja. Mam fluoryzować zęby przez rok, raz w tygodniu. Cel - ochrona przed próchnicą i zmniejszenie wrażliwości. Używam żelu do fluoryzacji Elmex (25 zł za 25 g.)- mała tubka z żelem, o dziwo ciekawie pachnącym. Kupiłam miękką szczoteczkę i stworzyłam sobie mały zestaw do fluoryzacji. Jestem ciekawa efektów jeśli chodzi o zabezpieczenie przed próchnicą za rok, wcześniej nie fluoryzowałam zębów (prócz w szkole podstawowej) a lekarze, którzy zajmowali się mną nawet o niej nie wspominali.

  5.  
Przyznam, że do zrobienia porządku z uśmiechem zmotywował mnie filmik z youtubowego kanału Karoliny "Stylizacje2". Poza tym nie od dzisiaj wiadomo, że zadbane zęby to większa pewność siebie, lepsze pierwsze wrażenie, świeższy oddech. Pozostało mi jeszcze pozbycie się ósemek ale to w przyszłości.


Pozdrawiam i zostawiam Was z filmikiem :)


4 listopada 2012

Ma­gia kry­tyki...


Ile razy zdarzyło się, kolokwialnie mówiąc, że ktoś po nas "pojechał"? Ludzie nie przebierają w słowach, nie zwracają uwagi na to czy kogoś urażą, skrzywdzą, doprowadzą do łez.  Często, świadomie bądź nie, stajemy się czyimś sposobem na frustrację, podniesienie ego, poprawienie nastroju - bo przecież inni mają gorzej ;)

A jeśli fala krytyki spływa od osób bliskich? A może to wcale nie krytyka tylko dobra rada bądź wyrażenie opinii.

Według Słownika Języka Polskiego - krytyczny:
1. «surowo lub negatywnie oceniający kogoś lub coś»
2. «oparty na rzeczowej analizie i ocenie»
3. «odnoszący się do krytyki literackiej, filmowej, teatralnej itp.»
4. «bardzo trudny do przetrwania, a jednocześnie rozstrzygający o dalszych losach»
5. «o stanie chorego: grożący śmiercią»
6. «odnoszący się do czasu, w którym popełniono przestępstwo»
7. «o wartościach wielkości fizycznych: taki, którego przekroczenie spowoduje gwałtowne zmiany jakiegoś układu fizycznego»
Mimo, że do nas odnosi się definicja pierwsza, zaznaczyłam na różowo też 2. Dlatego bo często prosimy kogoś o analizę naszego postępowania, naszej pracy, naszego życia. Często również o nią nie prosimy a i tak dostajemy :D  
Zaznaczyłam na różowo też 4. Dlatego bo mimo iż odnosi się ona bardziej do jakiegoś okresu to moim zdaniem jest to idealna definicja krytyki. Jest trudna do przetrwania - ludzie jej nie lubią i często źle ją znoszą. Decyduje o naszych dalszych losach bo albo daje przysłowiowego kopa albo człowiek zaszywa się w swojej skorupce i ma wszystko daleko.

 Magia krytyki... zaczniesz góry prze­nosić, bądź z urażoną dumą za­mil­kniesz...

Przyznam się, że do niedawna prezentowałam tę drugą postawę. Sic! Przestawałam walczyć skoro komuś nie podobało się to jak walczę albo o co walczę. Brałam do siebie kąśliwe uwagi i kiełkowały one we mnie aż stłamsiły to co dobre. Ale pod wpływem pewnych wydarzeń - cyklicznych - zaczęłam działać inaczej. Na zasadzie wstrząsu bo ile można z czymś się godzić i wysłuchiwać... Oczywiście słyszę co inni do mnie mówią, przyjmuję to, czasem się z tym nie zgadzam a czasem wręcz przeciwnie (może to ta konstruktywna krytyka, o której się tyle mówi, a której ja nie uznaję) ale w głowie cały czas mam swój plan i według niego postępuję, do zrealizowania jego dążę. Nie za wszelką cenę, życie nie zawsze pozwala robić to co byśmy chcieli, ale bardzo się staram i karmię się sukcesami, nawet tymi najdrobniejszymi :) 

Wsparcie bliskich to coś czego nie można kupić, oszukać, nie można o to poprosić. Jest albo go nie ma. Dlatego jeśli jest trzeba je doceniać - przecież to nasza druga para skrzydeł. Nic tak nie niesie jak buziak na do widzenia przed ważnym wydarzeniem, kopniak w tyłek przed egzaminem, przytulas z dobrym słowem lub głębokim spojrzeniem w oczy przed sprawdzeniem siebie :) A wiecie, że człowiek najbardziej sobie uświadamia rzeczy, których nie ma.

Spokojności. 

13 września 2012

Chciałam się pochwalić!!

Jem śniadania 
 

Wystarczyło wyrobić w sobie nawyk i uświadomić sobie, że zrobienie śniadania nie zajmuje długo i naprawdę co rano znajduje się czas. Ponadto po śniadaniu wcinam witaminki.
Także w końcu ten punkt mogę wykreślić z mojej listy :-) i ruszać dalej.
Dobrego dnia

12 czerwca 2012

12 czerwca.

Blogowi stuknął rok... Uznaję to za mały sukcesik, udało mi się tak długo tutaj wytrwać :) Statystyki nie są oszałamiające. 26 postów... to tak około 2 posty na miesiąc ale prokrastynacja nie zwyciężyła i to jest ważne.

Nie lubię podsumowań, może dlatego idzie mi to tak nieregularnie w zakładce podsumowania - robiłam to tylko 6 razy. Ale wiem, że przychodzę tutaj po to aby coś zapisać i aby o tym nie zapomnieć albo aby do czegoś wrócić. I po to aby zobaczyć co motywuje moje znajome z zakładki "odwiedzam". Lubię czytać o Waszych sukcesach, małych i tych dużych, lubię tę radość z jaką to robicie i to, że komuś się udaje. Nie czytam blogów "zawodowców" bo tam właśnie tego nie ma. I przy okazji naszej rocznicy - mojej i mojego bloga -  chciałabym Wam pogratulować Waszych i podziękować za to, że je prowadzicie :)

17 kwietnia 2012

Szkolenie "Umięjętności osobiste".

  
„Pracę zdobywa się w 70% dzięki wiedzy i w 30% dzięki zdolnościom społecznym, zaś traci się ją w 70% z braku zdolności społecznych i w 30% z braku kwalifikacji merytorycznych”


Dochodzę do wniosku, że szkolenia miękkie jednak się przydają, tylko trzeba je potraktować poważnie, chcieć wykorzystać wiedzę z nich wyniesioną i wprowadzić ją w życie.

Miałam przyjemność wzięcia udziału w szkoleniu o wdzięcznym tytule "Umiejętności osobiste". Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że pod tym terminem kryje się tak szeroki zakres zagadnień. To co najbardziej mnie zainteresowało to:
  • autoprezentacja
  • budowanie pozytywnego nastawienia
  • zarządzanie czasem
  • automotywacja
 Nie ukrywam, że wiedza z trzech ostatnich punktów to wiedza wręcz stworzona dla prokrastynatorów. Z przyjemnością zagłębiłam się w teorie kontroli, dzięki którym znalazłam odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań, przypomniałam sobie o SMART(cie)i zasadach określania celów, efektywności działania ich realizacji. Określiłam siebie jako pracownika, zobaczyłam jak pracuję i że można coś poprawić. Zatrzymałam się przy przyczynach odwlekania, złodziejach czasu i złotych zasadach :)
 
I zaczęłam robić notatki. Może to śmieszne i takie szkolne ale to, że piszę pozwala mi więcej zapamiętać i zawsze mogę do tych informacji wrócić. A te podstawy są ważne w chwilach zwątpienia. Bo przecież zasadę pareto i macierz Eisenhowera poznałam już przy okazji ebooka "Zjedz tę żabę!"... Teraz je zapisałam i do zapisek wracam.

Teoretycznie trzeba być twardziochem a nie mięciochem ale zasady są po to żeby je łamać :D

8 marca 2012

Proszę Pani, a co to takiego? / Tydzień E-książki.

Niedawno jechałam autobusem  usiadła obok mnie starsza Pani. Spojrzała na mnie i zatrzymała wzrok  Z zainteresowaniem patrzyła na mojego Soniaczka, wymarzony czytnik ebooków, którego zakup umieściłam nawet na liście swoich celów długoterminowych. Opowiedziałam Pani, że na tym urządzeniu czytam książki a Ona na to: aaaa, to wiem! A wie Pani, że mój wnuczek mówi, że nie trzeba czytać bo on zakłada słuchawki na uszy i jemu czytają :D

Brawo dla tej Pani, babcia na czasie, na pewno zaangażowana w życie wnuka i doceniająca wszelkie nowinki :)

Moja nowinka to Sony PRS-600, prosty, lekki czytnik, bez dostępu do WiFi. Jego plusem jest niewątpliwie wytrzymała bateria, duże przyciski, pojemność (możliwość rozbudowania dzięki slotowi micro sd)i dotykowy ekran. Można robić notatki rysikiem, zakreślać, pisać lub sformułować odrębną notatkę w innym dokumencie). Można zagiąć stronę, wrócić do czytania innej książki (strony automatycznie się zachowują). Bardzo pomocna jest możliwość dodania tagów ułatwiających wyszukiwanie danej książki.

Ponadto możemy na nim oglądać zdjęcia, słuchać muzyki.

Wygląda o tak i jest świetnym zakupem:

Teraz czytam książki papierowe i elektroniczne. Mniej więcej pół na pół. Dostosowuje formę do miejsca, w którym jestem. Do autobusu zabieram czytnik - moja torebka jest ciężka już bez opasłego tomu w środku :)


A wiecie, że trwa Tydzień E-Książki??? Od 4 do 10 marca, niedługo się skończy :/ Ja wspomogłam go prezentując swój czytnik wszędzie tam, gdzie się da ;)Portal eksiazki.org z okazji zeszłorocznych obchodów opublikował artykuł na temat tego jak świętować. Ciekawy, polecam.


P.S. uaktualniłam listę odwiedzanych blogów na podstawie BGS. Niestety kilka z nich jest dostępnych tylko dla wybrańców. ...a to dziwne, przecież nikt nie zmusza do dołączenia do Grupy. Mija się to delikatnie z celem moim zdaniem. No ale każdy ma swoje.

15 stycznia 2012

Organizerów moc.

Od kiedy postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i zapanować nad prokrastynacją we wszelkich dziedzinach życia, zaczęłam nadużywać organizerów   

Zaczęłam od organizacji dokumentów, szafki z ubraniami i z bielizną  - kto by pomyślał, że naklejki z podpisami zdziałają cuda :)
Rezultat:porządek w szafkach i odejście od notorycznego gubienia ważnych papierów.

Później przyszedł czas na pieniądze. Tak, tak, to bardzo ważne żeby pieniądze nie uciekały nie wiadomo gdzie. Dlatego utworzyłam "fundusz awaryjny", na który ciągle odkładam kasę i z którego korzystam kiedy trzeba. Przyznam się, że czasem odkładam mniej niż założyłam ale nie ma miesiąca, w którym na FA nie wędruje pieniążek. 
Rezultat: są pieniądze, które albo bym przejadła (choć na jedzeniu nie oszczędzam), albo wydała na jakieś zbędne graty. Nie boję się, że zostanę na lodzie w razie kłopotów. Mogę zainwestować w porządne rzeczy bez babrania się w pożyczkach. Również fundusz zasponsorował mi rok z eTutorem ;)

Od kiedy zachorował mój pies muszę podawać mu regularnie leki. Nie mogę zapominać ani przekładać. Zmotywowało mnie to do zakupienia organizera na leki  Wybrałam opcję z przegródkami na cały tydzień (rano, południe, wieczór). Korzystam tylko z porannych i wieczornych ale reszta się nie marnuje.
Rezultat: oszczędność czasu - raz dzielę tabletkę na multum mikro części a o odpowiednich porach podaję, sama przy tym regularnie wcinam swoje witaminki.

Buty - po okresie letnim walały się wszędzie... Posiadam oczywiście elegancką szafkę aby je trzymać ale co z tymi z innego sezonu? :) Zwykły organizer na buty uratował mój przedpokój. Teraz zapakowany wisi w dużej szafie.
Rezultat: wszyscy jesteśmy szczęśliwi :)

Teraz jestem na etapie uporządkowania elementów mojego hobby. Delikatne ogarnięcie udało się dzięki pudełkom tekturowym. Jednak to jeszcze nie to. Najbardziej przydałby mi się dodatkowy pokój, w którym wszystko stałoby swobodnie i byłoby łatwo dostępne, nie zagrożone zjedzeniem przez psa ;)

Szukam jakiegoś pomysłu na ładne zorganizowanie malutkich elementów i na razie pusto  

5 grudnia 2011

Po długim milczeniu...

...doszłam do tego, że najwyższy czas rozkręcić własny biznes :)
Tak, tak, nie próżnowałam i nie poddałam się. Miewałam oczywiście mini załamki ale czymże są one w porównaniu z tym, że działam :P


Poczyniłam kroki podstawowe - rozpoczęłam od delikatnego przebadania rynku, poszukania odpowiedniego towaru i nawet go zamówiłam. Teraz oczekuję :) Mam drobny poślizg związany ze złośliwością rzeczy martwych ale mam nadzieję, że się wyliżę. Mam nadzieję, że wyliżę się również z doła finansowego ;)

Żeby nie było tak różowo to przyznam się, że piszę teraz z pracy... jeszcze jej nie porzuciłam. Powód jest prozaiczny - kasa. Sic!! Ale uroczo uśmiechnęłam się do pana doktora i wyciągnęłam 2 tyg. wolnego w międzyczasie, podczas którego organizowałam swoje nowe zajęcie. Teraz grzecznie pracuję ale nie wróżę sobie zbyt długiej przyszłości w tej przewspaniałej instytucji.

Mam nadzieję, że zostanie mi przebaczone. Tym bardziej, że wzięłam się za siebie kompleksowo... ale to w kolejnym odcinku :)

Wszystkiego słodkiego na Mikołaja Wam życzę :)


30 czerwca 2011

Oszczędzanie.

Przyznaję się bez bicia, że lubię wydawać pieniądze. Szczególnie te, które sama zarobiłam. I nie oznacza to, że ich nie szanuję, czy, że nie szanuję pracy którą wykonałam aby je otrzymać. Szanuję i lubię poczuć efekty tej pracy :)

Moim problemem jest to, że w gruncie rzeczy nie wiem ile wolnej kasy posiadam. Mimo, że na jednym koncie a może właśnie dlatego. Jakaś suma jest ale z niej trzeba wytyczyć na rachunki, na imprezy typu wesela, na inne potrzeby. I mimo, że w głowie podział jest, w praktyce gdzieś to umyka.

Postanowiłam to uporządkować. Założyłam trzy konta wysoko oprocentowane i podzieliłam wydatki:
  • jedno z nich nazwałam "Funduszem awaryjnym" - odkładam tam zawsze 20% swojego dochodu. Z założenia jest ono nietykalne, jeśli sprawa nie jest co najmniej wagi państwowej.
  • kolejne to pieniądze, które nie należą do mnie - widzę je na koncie ale za jakiś czas muszę je wydać, np. haracz, opłaty.
  • ostatnie służy do zbierania kasy na przyjemności, teraz np. na zimowe wakacje. 
Założenie nowych rachunków zajęło mi dokładnie 6 minut i 35 sekund, bez wychodzenia z domu. Właściwie to byłam w pracy i skorzystałam z nieobecności koleżanki w pokoju :)

24 czerwca 2011

Żeby zrobić gruntowne porządki, czasem trzeba nabałaganić :)

Kolejny punkt walki z wrogiem - bałaganiarstwo. Choć nie zapisane na liście... hmm... nie posiadam listy rzeczy, z którymi walczę. 

Jestem jeszcze w trakcie porządkowania tego co mnie otacza. Robię to stopniowo, tak aby ukończyć pewien etap pracy zanim zacznę kolejny.

Co mam już za sobą?

  • Najważniejsza rzecz to dokumenty. Posegregowałam je tematycznie, np. faktury, opłaty, umowy, lekarz. To najważniejsze bo często gubiłam dokumenty wszelkiego rodzaju. Nie zapomnę, gdy leciałam do Norwegii i na 3 minuty przed wyjściem nie mogłam znaleźć paszportu... nie będę opowiadać o tym co się działo w domu Teraz na wszelkie ważne rzeczy mam jeden koszyczek i tam leżą, łącznie z nieużywanymi kluczami.

16 czerwca 2011

Maleńki sukcesik ;)

Właśnie zjadłam swoją żabę
Poprzątałam pokój zamiast gnić od rana przed kompem i wykonałam ważny telefon... o tyle ważny, że gdybym zrobiła to wcześniej byłabym kilka stów do przodu.

Więc mam jeszcze energię aby pójść do pracy i zaliczyć szkolenie... przekładane już 2 razy. Nie powiem, była pokusa aby przełożyć je po raz trzeci - szefowej dziś nie ma więc mogłam się wymiksować z pracy. Ale cóż, w końcu walczę z prokrastynacją :)