Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prokrastynacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prokrastynacja. Pokaż wszystkie posty

4 czerwca 2012

Prokrastynacja na przykładzie.


Mam prawo jazdy już od dłuższego czasu. Kurs zrobiłam zimą żeby później się nie przestraszyć, mój instruktor to był kawał chama ale się dogadaliśmy uczył mnie ile wlezie i zdałam za pierwszym razem :) 
Ale później czekałam na to prawo jazdy i... zaczęłam wątpić w swoje umiejętności, zaczęłam odkładać jazdę na później. Pomimo logicznych argumentów i oczywistości, że praktyka czyni mistrza zamiast samochodu wybieram autobus. Celowo napisałam w czasie teraźniejszym bo dzieje się tak nadal.


Dlaczego?
Odpowiedź jest prosta... znaleźć ją można we wcześniejszym poście  "Czym jest właściwie ta prokrastynacja". Wpływ na moje postępowanie ma głównie strach przed porażką i brak wiary we własne możliwości, uczucie przytłoczenia. I tak się dzieje prawie za każdym razem mimo, że jak już jestem zmuszona usiąść za kółkiem to idzie mi jak najbardziej pozytywnie (aż się sama dziwię bo po tak długich przerwach jak ja robię to ciężkie i to jeszcze w moim mieście). Ostatnio doszłam do wniosku, że regularna jazda samochodem uczyniłaby ze mnie świetnego kierowcę ;) ale coś mnie trzyma. I to na pewno nie lenistwo - nawet pod wyżej wymienionym postem pojawił się komentarz, że prokrastynacja to lenistwo. Problem jest bardziej złożony i wie to każdy "prawdziwy" prokrastynator. 

Postanowiłam wziąć byka za rogi. Rozpoczęłam od głębokiej analizy wad i zalet czynnego korzystania z prawa jazdy, jego wpływu na dalsze moje życie, wpływu jego braku. W perspektywie przyszłych rozwiązań mieszkaniowych bezstresowa jazda to coś co będzie mi niezbędne. 

Nie uda mi się jeździć codziennie ale zacznę minimalnie jednego  od kilu razy w tygodniu. Wyjdzie to na zdrowie mojemu samochodzikowi i mnie przy okazji :)Małymi krokami aż do celu i mam nadzieję, że dam radę.

Trzymajcie kciuki :)

17 kwietnia 2012

Szkolenie "Umięjętności osobiste".

  
„Pracę zdobywa się w 70% dzięki wiedzy i w 30% dzięki zdolnościom społecznym, zaś traci się ją w 70% z braku zdolności społecznych i w 30% z braku kwalifikacji merytorycznych”


Dochodzę do wniosku, że szkolenia miękkie jednak się przydają, tylko trzeba je potraktować poważnie, chcieć wykorzystać wiedzę z nich wyniesioną i wprowadzić ją w życie.

Miałam przyjemność wzięcia udziału w szkoleniu o wdzięcznym tytule "Umiejętności osobiste". Nie zdawałam sobie sprawy z tego, że pod tym terminem kryje się tak szeroki zakres zagadnień. To co najbardziej mnie zainteresowało to:
  • autoprezentacja
  • budowanie pozytywnego nastawienia
  • zarządzanie czasem
  • automotywacja
 Nie ukrywam, że wiedza z trzech ostatnich punktów to wiedza wręcz stworzona dla prokrastynatorów. Z przyjemnością zagłębiłam się w teorie kontroli, dzięki którym znalazłam odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań, przypomniałam sobie o SMART(cie)i zasadach określania celów, efektywności działania ich realizacji. Określiłam siebie jako pracownika, zobaczyłam jak pracuję i że można coś poprawić. Zatrzymałam się przy przyczynach odwlekania, złodziejach czasu i złotych zasadach :)
 
I zaczęłam robić notatki. Może to śmieszne i takie szkolne ale to, że piszę pozwala mi więcej zapamiętać i zawsze mogę do tych informacji wrócić. A te podstawy są ważne w chwilach zwątpienia. Bo przecież zasadę pareto i macierz Eisenhowera poznałam już przy okazji ebooka "Zjedz tę żabę!"... Teraz je zapisałam i do zapisek wracam.

Teoretycznie trzeba być twardziochem a nie mięciochem ale zasady są po to żeby je łamać :D

15 stycznia 2012

Organizerów moc.

Od kiedy postanowiłam wziąć życie w swoje ręce i zapanować nad prokrastynacją we wszelkich dziedzinach życia, zaczęłam nadużywać organizerów   

Zaczęłam od organizacji dokumentów, szafki z ubraniami i z bielizną  - kto by pomyślał, że naklejki z podpisami zdziałają cuda :)
Rezultat:porządek w szafkach i odejście od notorycznego gubienia ważnych papierów.

Później przyszedł czas na pieniądze. Tak, tak, to bardzo ważne żeby pieniądze nie uciekały nie wiadomo gdzie. Dlatego utworzyłam "fundusz awaryjny", na który ciągle odkładam kasę i z którego korzystam kiedy trzeba. Przyznam się, że czasem odkładam mniej niż założyłam ale nie ma miesiąca, w którym na FA nie wędruje pieniążek. 
Rezultat: są pieniądze, które albo bym przejadła (choć na jedzeniu nie oszczędzam), albo wydała na jakieś zbędne graty. Nie boję się, że zostanę na lodzie w razie kłopotów. Mogę zainwestować w porządne rzeczy bez babrania się w pożyczkach. Również fundusz zasponsorował mi rok z eTutorem ;)

Od kiedy zachorował mój pies muszę podawać mu regularnie leki. Nie mogę zapominać ani przekładać. Zmotywowało mnie to do zakupienia organizera na leki  Wybrałam opcję z przegródkami na cały tydzień (rano, południe, wieczór). Korzystam tylko z porannych i wieczornych ale reszta się nie marnuje.
Rezultat: oszczędność czasu - raz dzielę tabletkę na multum mikro części a o odpowiednich porach podaję, sama przy tym regularnie wcinam swoje witaminki.

Buty - po okresie letnim walały się wszędzie... Posiadam oczywiście elegancką szafkę aby je trzymać ale co z tymi z innego sezonu? :) Zwykły organizer na buty uratował mój przedpokój. Teraz zapakowany wisi w dużej szafie.
Rezultat: wszyscy jesteśmy szczęśliwi :)

Teraz jestem na etapie uporządkowania elementów mojego hobby. Delikatne ogarnięcie udało się dzięki pudełkom tekturowym. Jednak to jeszcze nie to. Najbardziej przydałby mi się dodatkowy pokój, w którym wszystko stałoby swobodnie i byłoby łatwo dostępne, nie zagrożone zjedzeniem przez psa ;)

Szukam jakiegoś pomysłu na ładne zorganizowanie malutkich elementów i na razie pusto  

18 września 2011

Bodźce.

Mój umysł na chwilę pobudzony kawą postanowił zadziałać nawet w leniwą niedzielę. Tyle leniwą, że nawet obiadu dziś przygotowywać nie musiałam i najprawdopodobniej jak skończę pisać ten post zanurzę się w ulubionym kocyku z kubkiem herbaty z miodem i cytryną oraz ebook readerem w dłoni. 

Wracając do tytułu... Chyba największym bodźcem do działania jest moment, w którym świat albo istotna jego część wali nam się na głowę. Zaczyna się nie układać, irytować i frustrować. Reakcje mogą być różne - od załamki, przestoju, przemyśleń aż po kopa, wyciągnięcie wniosków i działanie. Przyznam się od razu, że często jestem w grupie ludzi, którzy pomimo, że chcieliby to stoją. Niestety podsumowując moje dotychczasowe działania z przykrością stwierdzam, że łatwo się zniechęcam,  chcę zmian ale boję się ich dokonać

W ostatnim czasie nastąpił we mnie przełom... na niekorzyść pracy. Nie od dzisiaj wiadomo, że szukam dla siebie rozwiązania "na lata", tak żeby się zrealizować przynajmniej przez dłuższą chwilę. W dalszym ciągu nie wiem w czym moje jestestwo może się realizować ale wiem czego robić nie chcę. Nie chcę być w tym miejscu, w którym jestem teraz. I nie chcę tego bardziej niż kiedykolwiek.

30 czerwca 2011

Oszczędzanie.

Przyznaję się bez bicia, że lubię wydawać pieniądze. Szczególnie te, które sama zarobiłam. I nie oznacza to, że ich nie szanuję, czy, że nie szanuję pracy którą wykonałam aby je otrzymać. Szanuję i lubię poczuć efekty tej pracy :)

Moim problemem jest to, że w gruncie rzeczy nie wiem ile wolnej kasy posiadam. Mimo, że na jednym koncie a może właśnie dlatego. Jakaś suma jest ale z niej trzeba wytyczyć na rachunki, na imprezy typu wesela, na inne potrzeby. I mimo, że w głowie podział jest, w praktyce gdzieś to umyka.

Postanowiłam to uporządkować. Założyłam trzy konta wysoko oprocentowane i podzieliłam wydatki:
  • jedno z nich nazwałam "Funduszem awaryjnym" - odkładam tam zawsze 20% swojego dochodu. Z założenia jest ono nietykalne, jeśli sprawa nie jest co najmniej wagi państwowej.
  • kolejne to pieniądze, które nie należą do mnie - widzę je na koncie ale za jakiś czas muszę je wydać, np. haracz, opłaty.
  • ostatnie służy do zbierania kasy na przyjemności, teraz np. na zimowe wakacje. 
Założenie nowych rachunków zajęło mi dokładnie 6 minut i 35 sekund, bez wychodzenia z domu. Właściwie to byłam w pracy i skorzystałam z nieobecności koleżanki w pokoju :)

24 czerwca 2011

Żeby zrobić gruntowne porządki, czasem trzeba nabałaganić :)

Kolejny punkt walki z wrogiem - bałaganiarstwo. Choć nie zapisane na liście... hmm... nie posiadam listy rzeczy, z którymi walczę. 

Jestem jeszcze w trakcie porządkowania tego co mnie otacza. Robię to stopniowo, tak aby ukończyć pewien etap pracy zanim zacznę kolejny.

Co mam już za sobą?

  • Najważniejsza rzecz to dokumenty. Posegregowałam je tematycznie, np. faktury, opłaty, umowy, lekarz. To najważniejsze bo często gubiłam dokumenty wszelkiego rodzaju. Nie zapomnę, gdy leciałam do Norwegii i na 3 minuty przed wyjściem nie mogłam znaleźć paszportu... nie będę opowiadać o tym co się działo w domu Teraz na wszelkie ważne rzeczy mam jeden koszyczek i tam leżą, łącznie z nieużywanymi kluczami.

21 czerwca 2011

Czym właściwie jest ta prokrastynacja?

Według Wikipedii prokrastynacja jest patologiczną tendencją do nieustannego przekładania pewnych czynności na później, ujawniającą się w różnych dziedzinach życia.

Według ludzi wypowiadających się na forach internetowych:
„no dla mnie to lenistwo też,  ale żeby leniuch czuł się wyjatkowy to teraz bedziemy na niego mówić PROKRASTYNATOR wow!!”

„W sumie dochodzę wniosku , że to nic innego jak taka ładnie nazwana odmiana lenistwa. Podjerzewam ,że wystarczy kilka razy ruszyć dupę, zacząć to co się skończyło i powinno takie zachowanie wejść w krew.”

„Prokrastynacja – ciężka choroba psychiczna.”

16 czerwca 2011

Maleńki sukcesik ;)

Właśnie zjadłam swoją żabę
Poprzątałam pokój zamiast gnić od rana przed kompem i wykonałam ważny telefon... o tyle ważny, że gdybym zrobiła to wcześniej byłabym kilka stów do przodu.

Więc mam jeszcze energię aby pójść do pracy i zaliczyć szkolenie... przekładane już 2 razy. Nie powiem, była pokusa aby przełożyć je po raz trzeci - szefowej dziś nie ma więc mogłam się wymiksować z pracy. Ale cóż, w końcu walczę z prokrastynacją :)

13 czerwca 2011

Procrastination by Johnny Kelly

Kiedy tylko obejrzałam ten filmik, poczułam się jakby był o mnie. Ciekawe jak wielu ludzi miało tę samą myśl co ja?




12 czerwca 2011

Jak przezwyciężyć chęć odkładania rzeczy na później?

No właśnie, jak? Sama jeszcze do końca nie wiem ale postanowiłam w końcu coś z tym zrobić. Postawiłam na metodę małych kroków. Wiadomo, że człowiek mniej się zestresuje i chętniej weźmie się do roboty jak nie będzie miał przed sobą góry lodowej tylko pagórek.


Tworzę listy rzeczy, które mam do zrobienia na dzień kolejny. To tak jak z zakupami w spożywczym - nie zapiszesz, zapomnisz, nie kupisz. 


Ponoć dobre rezultaty daje nagradzanie siebie za sukcesy. Jeszcze tego nie próbowałam ale może to być zachęcające.




Dzisiaj udało mi się zrealizować wszystko co sobie założyłam:
  • zrealizowałam zamówienie
  • mam prezent dla siostry
  • uporządkowałam ubrania
  • odpisałam przyjacielowi na maila


Jutro niestety będę cały dzień w pracy.