27 kwietnia 2013


W majówkowym wydaniu „Dziennika Gazety Prawnej” natrafiłam na ciekawy artykuł pt.”Homo perfectus”.

Chodzi o zadaniowość i o jej skutki, o przenoszenie jej na życie prywatne i działanie „jak w zegarku” na co dzień. W poszukiwaniu brakującego czasu rzucamy się w wir doskonałej organizacji życia, każdego jego momentu, każdej minuty. Socjologowie upatrują takiego obrotu sprawy w wytworzeniu się nowej warstwy społecznej – prekariatu – ludzi, którzy żyją w permanentnym poczuciu braku bezpieczeństwa. Psychologowie boją się skutków tych zmian – brak miejsca na rzeczy nieopłacalne, zaniku tradycyjnych więzi społecznych, czy nie radzenia sobie z pędem do sukcesu i perfekcjonizmem jako sposobem realizacji wszelkich zadań. 

Przeczytałam, zastanowiłam się i stwierdziłam, że ten artykuł to też jest o mnie. Żyję z listą, z notatkami, z terminami teraz już na co dzień. Wykonuję kolejne zadania, skreślam, odhaczam, zastanawiam się jaki będzie następny krok. Daję sobie również nagrody… i mam gorsze samopoczucie gdy czegoś nie uda mi się wykonać czy zorganizować. Miewam wyrzuty sumienia jeśli nie mam siły czegoś zrobić i muszę odpoczywać (nie, że przeładowałam listę i nie daję rady, tylko nie mam siły fizycznie, moje ciało mnie nie słucha, bez powodu) – "dziś jesteś tak dobry jak zadanie, które wykonałeś”. Czasami faktycznie sobie z tym nie radzę i czasami mam ochotę odrzucić wszystko w kąt i zamknąć aplikacje... a czasami chcę więcej – mam plan jak poprawić uśmiech, jak pracować nad ciałem, jak wyglądać bardziej profesjonalnie – to przecież też sprzyja osiągnięciu celu czy realizacji zadań.

Zadaniowość staje się sposobem na życie, zasypiamy układając listę, budzimy się z gotowością jej realizowania. Ponoć „ludzie mają zaburzenia osobowości, depresje, lęki. Realizując zadania, nie realizują siebie. To choroba cywilizacyjna”. Nasuwa się wniosek, że póki realizujemy siebie, dążymy do osiągnięcia swoich celów i nie zatracamy się w masie karteczek to wszystko jest w porządku. Ja dodałabym do tego umiejętność robienia czegoś dla innych, empatię, szczyptę bezinteresowności. Piszę o tym bo ostatnio przeraziło mnie to, że jestem bliska perfekcji i zaczyna mnie boleć gdy coś mi się nie uda czy nie zrobię tego idealnie. Postanowiłam przeznaczyć więcej czasu na odpoczynek, trochę na lenistwo. Oczywiście nie neguję tych, którzy chcą być perfekcyjni, to po prostu nie dla mnie. 

Polecam artykuł. Całe wydanie majówkowe DGP jest warte uwagi, szczególnie to papierowe  

3 komentarze:

Justyna Zielińska pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
HappyHolic pisze...

Ja dzisiaj od rana oddaje się błogiemu nicnierobieniu, co w moim przypadku jest ogromną rzadkością, niemalże świętem :) Od rana powolne śniadanko, książka, ulubione blogi. Plany na dalszą część dnia: film, domowe spa... Aż się cieszę na myśl o tym wszystkim :)

Ikupasi pisze...

Czytając ten artykuł wydawało mi się że czytam o sobie chociaż wydaje mi się że nie jest aż tak źle ze mną, na pewno nie ulegam perfekcjonizmowi a ostatnio nawet zrobiłem się zbyt leniwy i nie mam wyrzutów sumienia że czegoś nie zrobiłem, tylko marudzę jak nie mogę się wyspać bo zamiast zrobić coś wcześniej to oglądałem seriale w necie

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszelkie opinie i wskazówki :)